Stefan: Zaczekaj, co masz na myśli mówiąc, że Klaus odszedł?
Mężczyzna: Witaj po ciemnej stronie Nowego Orleanu, gdzie żywi łatwo się gubią, a marwi kręcą się w pobliżu.
Marcel: Niklaus Mikaelson – mój mentor, mój zbawca, mój stwórca.
Klaus: Marcel ma wszystko, czego ja zawsze pragnąłem – siłę, królewskie życie, rodzinę. Chcę tego, co ona ma. Chcę to mieć z powrotem. Chcę być królem.
Elijah: Niklaus.
Klaus: Co za niemiła niespodzianka.
Elijah: I wcale niezaskakujące powitanie. Chodź ze mną.
Klaus: Nigdzie się nie wybieram dopóki się nie dowiem, kto spisuje przeciwko mnie.
Elijah: Myślę, że dowiedziałem się tego za ciebie.
Elijah: Czarownice spiskują tam przeciwko niemu. Więc znając naszego brata jest to podróż w poszukiwaniu spokoju i rzeźi.
Rebekah: Cóż, czarownice z Francuskiej Dzielnicy raczej tego nie zbagatelizują. Chyba nie sądzisz, że znajdą sposób, by zabić go raz na zawsze, prawda?
Elijah: Rebekah, w imię naszej rodziny, mogłabyś spróbować poskromić swoją radość?
Rebekha: Jakiej rodziny? Jesteśmy trzema nieufnymi osoba, które mają wspólne więzy krwi. Mam nadzieję, że znajdą sposób, by pozbyć się tego drania.
Stefan: Ona nie będzie błagała o krew, to oznaczałoby desperację, jakieś emocje. Ona wciąż nie ma w sobie człowieczeństwa.
Damon: To jaka się stanie zanim torturami wydobędziemy z niej nieco uczuć?
Stefan: Z pewnością bardziej głodna niż jest teraz.
Damon: Co będziemy robić w międzyczasie?
Katherine: Może ja dostarczę wam doznań?
Stefan: Katherine.
Katherine: Jedyna w swoim rodzaju. Tak jakby.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz